Yōko Ogawa „Podziemie pamięci” [minirecenzja w kontekście obecnym]

Czy potrafisz sobie wyobrazić, że zapominasz, czym jest powieść? To znaczy owszem, widzisz przed sobą jakiś przedmiot, który się otwiera i ma w środku jakieś znaczki, ale nie wiesz, co one znaczą. W ogóle nie masz z tym przedmiotem żadnych skojarzeń, zupełnie jak w Westworld (it doesn’t look like anything to me). Tylko że ta obcość nie jest ci obojętna: sam widok tej sterty papieru wzbudza w tobie wstręt i ból, tak wielki, że musisz się jej jak najszybciej pozbyć…

A czy potrafisz sobie wyobrazić, że ktoś ci bliski nagle zapomina, czym są róże? I potrafi je tylko niszczyć, żeby jak najszybciej wymazać fakt zapomnienia? Wyobrażasz sobie życie w świecie i gdzie nikt już ich nie pamięta, gdzie zrobiono wszystko, by znikły?

źródło: pexels.com

Jeśli na któreś z tych pytań odpowiadasz „tak”, to jesteś już nieźle przygotowana do lektury Podziemia pamięci. Nie zdradzę ci dokładnie, co w tej książce się dzieje, ani który punkt z wyżej opisanych punktów widzenia w niej dominuje, ale powiem ci jedno: obie te perspektywy ci się przydadzą. To na pewno.

Być może przez moje pytania doszedłeś do wniosku, że powieść Ogawy z 1994 roku opowiada o demencji czy chorobie Alzheimera. Faktycznie, opisy „zniknięć” – czyli momentów, gdy jakaś rzecz ulega zapomnieniu – i tego, jak z nimi radzą sobie bohaterowie, może przypominać tego rodzaju schorzenia. Tego rodzaju skojarzenia przychodzą na myśl zwłaszcza pod koniec powieści. Historii tej jednak nie da się sprowadzić wyłącznie do alegorii chorób. W końcu nie bez powodu pojawia się w niej tajna policja.

Ups, właśnie mi się wymknął kolejny spoiler… Ale chyba nie było na to rady. Tajna policja odgrywa w tej powieści tak ważną rolę, że pojawiła się nawet w tytule angielskiego tłumaczenia, jako Memory Police[1]. Swoją drogą, nie jestem wielką fanką tego angielskiego tytułu, bo bardzo pcha oczekiwania czytelnicze w kierunku ekscytującej dystopii. Nie wiem, czy do końca słusznie. Owszem, przedstawiona w powieści wyspa jest mocno opresyjna, ale bardziej ma to wydźwięk Kafkowski niż Igrzysk Śmierci, o. Ale i skojarzenie z Kafką nie jest super dokładne, bo Ogawa opisuje swój świat zaskakująco…. Łagodnie.

[1] Ani polski, ani angielski tytuł nie oddaje bezpośrednio japońskiego oryginału. Ogawa zatytułował swą powieść Hisoyakana kesshō, czyli „Cicha krystalizacja” (albo „Potajemna krystalizacja”, ta cisza ma tutaj taki posmak „robienia czegoś po cichu”), co… Ma sens w kontekście, ale ciężko to wyjaśnić bez mocnych spoilerów. A żeby jeszcze dopełnić kalejdoskopu tytułów, wydanie włoskie ma tytuł, który oznacza mniej więcej „Wyspę bez pamięci”.

źródło: Wikimedia Commons

Ale kończąc dygresję o tytułach: tajna policja ma za zadanie pilnować, by zniknięcia wspomnień były całkowite, a obiekty objęte zapomnieniem – usunięte albo przynajmniej unieszkodliwione. Spełnia ona swoje zadanie z brutalnością odpowiednią dla swego złowrogiego tytułu. Przez całą lekturę powracało jednak do mnie pytanie: czyją właściwie agendę ona realizuje? Czy w ogóle stoi za tym jakaś siła, czy też wszystko się toczy siłą inercji, niczym u wcześniej wspomnianego Kafki? A może funkcjonariusze policji sami są tak przerażeni znikaniem, że sami postanawiają wymusić całkowite wymazanie zapomnianych rzeczy (włącznie z ludźmi, którzy je pamiętają)?

Nie mam odpowiedzi na to pytanie ani gotowej interpretacji. Za to siedzę sobie od paru dni i bardzo dużo myślę o różnych rzeczach. Niekoniecznie wychodzą z tego jakieś spójne wnioski, ale wydaje mi się, że sam fakt pojawienia się tych myśli po lekturze jest ważny (i dobrze świadczy o książce). Myślę sobie o wypieraniu bolesnych katastrof: tych bliskich, lokalnych i tych globalnych. O wymieraniu gatunków. O stopniowym odcinaniu (się) Rosji od reszty świata i o tym, czy przeczytanie odpowiedniej powieści mogłoby doprowadzić do rewolucji[2]. O wojnie i o tym, co w jej trakcie ulega zapomnieniu, a co jest pielęgnowane. Które wspomnienia, przedmioty i radości życia mogą zniknąć bez szkody? A które zniknięcia sprawią, że nasze serca zmarnieją (a może się skrystalizują, hm), niczym serca bohaterów powieści?

[2] Moje pierwsze skojarzenia kulturalne z Rosją to teksty, które Rosję krytykują albo ostentacyjnie udają, że ten kraj nie istnieje. Aż się zaczęłam zastanawiać, czy to możliwe, że współcześnie Bułhakow jest tam jakimś pisarzem wyklętym, bo gdyby był tak popularny jak u nas, to chyba ludzie połączyliby kropki i więcej z nich byłoby w stanie oprzeć się propagandzie, nie…? Ale już usłyszałam, że to naiwne podejście :<

Tak, to są niezbyt wesołe rozmyślania, bo i sama powieść nie jest zbyt radosna mimo narracyjnej łagodności. Ale powiedziałabym, że w tym wypadku warto poświęcić trochę spokoju ducha. Zwłaszcza teraz, w obliczu naszych własnych dystopii. Tylko jeśli po nią sięgniecie i zbierze się wam na egzystencjalne bóle, to nie mówcie, że nie ostrzegałam.


_______

*Nie wiem, jak zgrabnie połączyć chęć pisania o rzeczach niewojennych z, no, wojną (która niby jest nie u nas, no ale jednak trochę jest). I widać tę moją niewiedzę, bo się miotam z publikacją tego tekstu bardzo. Publikować, nie publikować, w jakiej formie? Jak gdyby to miało jakieś znaczenie, lol. Ale dobra, napisane, niech już tu będzie. Mogę za to obiecać, że nie będę pisać popierdółek „byle wyrobić normę/zasięgi”, tylko będę pisać o rzeczach naprawdę ze mną rezonujących w tym wszystkim.

źródło: wydawnictwo Tajfuny

Jedna uwaga do wpisu “Yōko Ogawa „Podziemie pamięci” [minirecenzja w kontekście obecnym]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s