Wstęp do solarpunku (Solarpunk na Jazdowie, 22.08.2021)

Gdy w grudniu zeszłego roku nagrałam odcinek audycji o ruchu solarpunk, nie spodziewałam się wielkiego odzewu – co najwyżej miałam nadzieję, że parę moich znajomych zainteresuje się tym tematem. Rzeczywistość trochę mnie wykiwała, bo akurat znajomych ten temat aż tak nie porwał… Za to odezwało się do mnie kilka osób, które aktywnie się solarpunkiem zajmują. Jedną z nich był Michał, współzałożyciel ogrodu społecznościowego Motyka i Słońce oraz pomysłodawca i twórca Solatorium na warszawskim Osiedlu Jazdów. Michał promuje wizję Jazdowa jako solarpunkowej enklawy i w ramach szerzenia tej wizji zorganizował wydarzenie „Solarpunk na Jazdowie”. I zaprosił mnie, żebym opowiedziała o tym ruchu.

Prelekcja (chyba tak to można nazwać) w mojej ocenie wyszła bardzo dobrze. Nie tylko ze względu na to, co mówiłam, choć oczywiście starałam się przedstawić różne aspekty tego nurtu jak najlepiej, ale również ze względu na żywo zainteresowanych i dyskutujących słuchaczy. W ich gronie znaleźli się moi dwaj znajomi: Paweł Ngei, promotor solarpunka w kręgach bardziej technologicznych i Kamil Muzyka, specjalista od oldskulowego science fiction i jego zastosowań w rzeczywistym świecie (m.in. transhumanizmu i górnictwa kosmicznego). Wspominam o nich, bo dodawali do tego, co mówiłam, wiele komentarzy, dzięki czemu również i ja mogłam się wiele dowiedzieć na tym wydarzeniu ❤

[Tutaj dygresja: na tego typu wydarzeniach różni prowadzący różnie podchodzą do kwestii dyskusji. Ja wychodzę z założenia, że wszystko fajnie, o ile ktoś nie próbuje, hm, udowodnić swojej większej wiedzy w sposób niemiły albo przejąć całości prezentacji dla siebie, co czasami ma miejsce. Ale na wydarzeniu w Jazdowie wszystko było w miłej atmosferze i klimacie wymiany myśli, czyli tak, jak lubię najbardziej].

Postanowiłam spisać mniej więcej przebieg spotkania na podstawie przygotowanej prezentacji. Częściowo dla tych, którzy chcieli na niej być a nie mogli, a częściowo po to, żeby podlinkować wszystkie polecajki i artykuły, o których mówiłam. A także parę, o których zapomniałam wspomnieć. Mam zamiar też przytoczyć uwagi „z publiczności” (głównie Pawła i Kamila), bo faktycznie dużo wnosiły do tematu. Ale mogłam o czymś zapomnieć przez uderzenie adrenaliny – dawno nie występowałam publicznie na żywo i trochę się od tego odzwyczaiłam. Jeśli czyta to ktoś z uczestników_czek i chciałby uzupełnić wpis, zapraszam do komentowania 🙂

Oto zaplanowany przeze mnie przebieg prezentacji. Nawet się udało.

1. Czym jest solarpunk?

Zdefiniowanie solarpunka wcale nie jest takie łatwe. Niby zaczęło się od pewnego trendu w fikcji, czy też w rozumieniu nurtów estetycznych, ale szybko rozszerzyło się na bardzo wiele innych dziedzin…

Tłumaczenie mema: Niestety nie można powiedzieć, czym jest Matrix solarpunk. Trzeba to ujrzeć na własne oczy.

W Internecie krążą różne definicje solarpunka. Jedne są bardziej udane, inne… no cóż, mniej. Postanowiłam zatem wyciągnąć esencję z tego, co ja wiem o solarpunku i jak go odbieram i przedstawiłam to w formie żartobliwego rozwinięcia tego słowa, jak gdyby to był skrót.

Jak rozumieć te hasła?

☀️ Zacznijmy od końca. Punk to oczywista niezgoda na zastaną rzeczywistość i bunt, ale rozumiany też jako „nie poddamy się tylko dlatego, że wszystko wygląda beznadziejnie”.
☀️ Nacisk na energie odnawialne (symbolizowane przez energię słoneczną, ale nie ograniczające się wyłącznie do fotowoltaniki) wynika z potrzeby stawienia czoła problemowi zmian klimatycznych i znalezienia PRAKTYCZNYCH rozwiązań. Spekulacje są fajne, ale też powinny pozostać w kontakcie z rzeczywistością.
☀️ Optymizm niekoniecznie jest tu rozumiany jako snucie utopijnych wizji, czy zamykanie się na wizje strat i szkód wyrządzonych przez ludzkość. Ale mimo to zainteresowani solarpunkiem ludzie starają się podtrzymywać w sobie i innych wiarę w to, że w jakiejś formie ludzkość przetrwa i że da się uratować jeśli nie cały ekosystem, to przynajmniej jego część. Cokolwiek. Bo cokolwiek jest lepsze niż nic.
☀️ Lokalność, decentralizacja nie jest może niezbędnym elementem ruchu, ale często się pojawia w solarpunkowych narracjach. W wielu treściach, z którymi miałam okazję się zapoznać, widać nacisk na zmiany oddolne: jeśli dostatecznie dużo osób będzie wprowadzało zmiany w swoim otoczeniu, to może urodzi się z tego coś większego. W późniejszej dyskusji Paweł dodał też, że choć ruch wyszedł z kręgów anglojęzycznych i jest przez nie zdominowany, to dąży jednak do tego, by każdy kraj i każda kultura wytworzyły swoje własne narracje w duchu solarpunka, odpowiadające na ich potrzeby i problemy.
☀️ Słowo „artystyczny” oznacza zarówno aspekt solarpunka zanurzony w fikcji i estetyce, jak i pewnego rodzaju filozofię, że sama funkcjonalność (aczkolwiek jest oczywiście bardzo ważna) nie do końca wystarcza ludziom. Jeśli można robić rewolucję, która przy okazji będzie ładna, to czemu nie?
☀️ „Regenerację” rozumiem na dwa sposoby. Po pierwsze, samo obcowanie z solarpunkową fikcją i filozofią stanowi regenerację dla umysłów poranionych od ciągłych złych wieści w sprawie klimatu i nie tylko. Po drugie, idea solarpunka zawiera w sobie dążenie do regeneracji świata i stworzenia takiego ekosystemu, w którym człowiek, technologia i natura mogłyby współistnieć i nie szkodzić sobie za bardzo nawzajem.

Po przedstawieniu swojej definicji przeczytałam fragment „Notatek do manifestu”, tekstu, który bardzo dobrze uchwycił istotę solarpunkowej idei.

Całe tłumaczenie notatek do manifestu można przeczytać tutaj: https://alxd.org/solarpunk-notatki-do-manifestu-pl.html Swoją drogą fragment o militaryzacji policji oraz o „nie tak pilnym zagrożeniu zmiany klimatu” dość źle się zestarzał, ale cóż…

Po krótkich rozważaniach nad tym tekstem (który chyba spodobał się słuchacz_kom, zwłaszcza ten fragment o grzybie) przeszłam do kolejnego punktu wykładu.

2. Kto to wymyślił? Skąd się wzięła ta idea?

Żeby to wyjaśnić, musiałam się nieco cofnąć w historii kultury popularnej…

Cyberpunk powstał w latach 80. XX wieku, u zbiegu paru wydarzeń w popkulturze: premiery filmu Łowca androidów, premiery książki Williama Gibsona Neuromancer, paru innych książek w tym klimacie… (Na spotkaniu zapomniałam o tym wspomnieć, ale przecież w 1985 roku ukazał się Manifest cyborgów Haraway, czyli klimaty cyberpunkwoe sięgnęły też świata krytyczno-akademicko-feministycznego). Wszystkie te rzeczy łączył zakres idei i tematów: bunt przeciwko rzeczywistości korporacyjnej, zainteresowanie i rozwojem technologii informatycznych, ale też zagrożeniami jakie tworzą… A do tego, jak uzupełnił Kamil, wszystkie te rzeczy stanowiły pewnego rodzaju sprzeciw przeciwko utopijnym wizjom z lat 70. (Larry Niven, Jerry Pournelle, kolonie O’Neilla), które niekoniecznie przystawały do realiów raczkującego późnego kapitalizmu + były dość dydaktyczne w wydźwięku.

Z kolei w 1990 roku ten sam Gibson, który napisał Neuromancera, wydał wraz z innym cyberpunkowym autorem, Bruce’em Sterlingiem, powieść Maszyna różnicowa. Można powiedzieć, że panowie z cyberpunkwoym nastawieniem zabrali się za klimat XIX-wiecznego Londynu i postanowili zrobić eksperyment myślowy „co gdyby rewolucja informatyczna zaczęła się właśnie wtedy”. Bardzo szybko znaleźli się naśladowcy, którzy uznali, że XIX wiek to bardzo fajne tło do fantastyki… I tak powstał steampunk.

A potem proces myślenia zainteresowanych fantastyką poszedł takim torem: „skoro jest cyberpunk, który się dzieje w neonowej przyszłości i steampunk, który przerabia XIX wiek na fantastykę, to czemu nie zrobić innych punków, z estetykami i okresami historycznymi, które lubimy?”. I stąd wzięło się bardzo dużo różnych mikroruchów, czy też mikroestetyk, wszystkie z końcówkami punk. Na przykład atompunk rozwija lata 50. i lęki wojny atomowej (coś w stylu gier Fallout), dieselpunk interesuje się wynalezieniem silnika spalinowego i latami 20.-30. XX wieku, i tak dalej i tak dalej. Problem w tym jest taki, że końcówka „punk” trochę zatraciła swoje pierwotne znaczenie, bo w cyberpunku miała ona wyrażać bunt wobec opresyjnego systemu, a w tych nowszych punkach… No, bywało z tym różnie, mówiąc oględnie.

Post z 2008 roku: https://republicofthebees.wordpress.com/2008/05/27/from-steampunk-to-solarpunk/

Post @missolivialouise przewinie się jeszcze później, ze względu na skupienie na warstwie estetycznej. Ale warto zauważyć, że ten post wywołał spore zainteresowanie, nie tylko wśród artystów fantastycznych, ale również wśród hakerów i futurologów… Najwyraźniej padł na podatny grunt wśród ludzi, którzy stwierdzili „o, to jest idea, której naprawdę potrzebujemy!”. Cytowane przeze mnie wyżej „Notatki do manifestu” zostały spisane zaledwie tydzień po tym, jak ukazał się post @missolivialouise.

Można też powiedzieć, że ze wszystkich „-punków” solarpunk chyba najbardziej wraca do tego znaczenia buntu, niezgody, rewolucji.

Na następny punkt wybrałam „solarpunkową literaturę”, ponieważ zauważyłam taką ciekawą prawidłowość, że wszystkie mikrogatunki punkowe mogą mieć swoich artystów graficznych, komiksy, gry, ale jakoś to zawsze LITERATURA jest uznawana za taki czynnik nobilitujący, stanowiący o prawomocności danego nurtu. Może to ze względu na literackie korzenie cyberpunka, a może po prostu tak się traktuje książki w naszej kulturze, nawet jeśli poziom czytelnictwa spada. Solarpunka również ta potrzeba literackiej podpórki nie ominęła, więc…

3. Solarpunkowa literatura

Solarpunkowcy zaczęli od retroaktywnego „włączenia” niektórych klasyków science-fiction w swój nurt. Oto niektóre (ale nie wszystkie) z nich:

☀️ W Diunie za solarpunkowe wątki uznaje się społeczność Fremenów/Wolan (zależy, jakie tłumaczenie znacie), którzy żyją na pustyni dzięki swoim kombinezonom odzyskującym wodę. Oprócz solarpunkowej odporności i adaptacji często fani tej książki śmieszkują gorzko, że być może taka właśnie przyszłość czeka Ziemian… Ale Fremeni mają też swój cel [SPOILER!], mianowicie terraformowanie swojej planety w przyjazny dla życia ogród. I to im się nawet udaje! Wiadomo, w kontekście powieści to wszystko już nie jest tak optymistyczne i solarpunkowe, ale te dwa wątki często są uznawane za inspirację dla tego nurtu.
☀️Jeśli chodzi o Ursulę K. Le Guin, to wiele jej utworów można podciągnąć pod solarpunk. Ja za przykład wzięłam najczęściej wymienianych Wydziedziczonych, w których opisany jest konflikt dwóch społeczności: planety Urras i jej księżyca Anarres. Na Urras panują utopijne, ziemskie warunki, ale za to nierówności społeczne są tam olbrzymie, a jeśli chodzi o traktowanie kobiet, to nawet nie ma co zaczynać tematu… Dlatego część z mieszkańców wynosi się na zdatny do życia, ale dużo mniej przyjazny księżyc, żeby założyć rewolucyjną anarchokomunę (uznawaną właśnie za przykład, jak mogłoby wyglądać solarpunkowe społeczeństwo). Oczywiście u Le Guin nic nie jest bardzo proste, więc poprzez perspektywę i historię głównego bohatera dowiadujemy się, że Anarres też nie jest wcale idealne… Ale próba znalezienia właściwych odpowiedzi moralnych i społecznych podejmowana w tej książce bardzo dobrze wpisuje się w solarpunkowe rozważania.
☀️Ecotopia uznawana jest za klasyka literatury klimatycznej oraz utopijnej, nic więc dziwnego, że solarpunk ją „wchłonął”. Jeszcze nie czytałam tej książki, przyznaję, ale opis brzmi zachęcająco… Część stanów odłącza się od USA i tworzy własną klimatyczną utopię, o której krążą różne plotki (między innymi, że króluje tam rozpasanie erotyczne). Jaka jest prawda? O tym już musimy przekonać się w trakcie lektury.
☀️ Na sam koniec pozostała twórczość Kima Stanleya Robinsona, który od lat 80. porusza tematy przetrwania w świecie post-cybepunkowym i post-kapitalistycznym. Pisze też dużo o zmianach klimatu, na przykład książka New York 2140 opisuje wizję przyszłości, w której znaczna część Nowego Jorku zostanie zalana (niczym w wizji Ala Gore’a). Tutaj też nie wchodzę w szczegóły, bo do tej pory czytałam tylko opowiadania tego pana, a nowszych książek uparcie nikt nie tłumaczy na polski — przyznaję, chętnie sięgam po zagraniczne powieści w tłumaczeniach niż w oryginale, za dużo mam angielskiego na co dzień. Ale opowiadania nastrajają mnie do Robinsona bardzo optymistycznie.

Powyższe pozycje to tylko przykłady literatury, którą można by uznać za solarpunkową… Ale żadna z nich nie została napisana JAKO solarpunk. Czy to oznacza, że nie ma literatury stricte osadzonej w tej idei jako w gatunku literackim i solarpunk jest skazany na zawłaszczanie pozycji z pokrewnych gatunków?

Otóż nie!

Prowadząc swoje, nazwijmy to szumnie, badania, trafiłam na ciekawe zjawisko…

Mianowicie, natrafiłam na całkiem — jak na niszowy „punk” — pokaźny zbiór antologii krótkich form. Sporo z nich wydało amerykańskie niezależne wydawnictwo fantastyczne World Weaver Press, założone w 2012 roku. Od razu zaznaczę: nie wszystkie antologie, którym miałam okazję się przyjrzeć, pochodzą z tego wydawnictwa. Jest na przykład Upper Rubber Boot Books, które wydało Sunvault: Stories of Solarpunk and Eco-Speculation, można też znaleźć zbiory włoskie i niemieckie… Ale jednak to World Weaver odpowiada za większość publikacji, które pojawiają się na pierwszych stronach wyszukania.

A także za antologię o solarpunkowych smokach, ale tej nie tknęłam, bo to wydało mi się za dużo naraz 🙂

Wracając do moich „badań”: do tej pory przeczytałam całą antologię Glass and Gardens. Solarpunk Summers, spore fragmenty Sunvault i zielonego zbiorku Solarpunk oraz fragmenty dwóch innych z obrazka. Na spotkaniu pokazałam wiersz z Sunvault o mechanicznych żyrafach oczyszczających wodę (tutaj go nie wrzucę, no bo jednak prawa autorskie), a także przytoczyłam dwa przykłady opowiadań, które zapadły mi w pamięć. Jedno opowiadało o akcji partyzantki ekologicznej w Mediolanie, która za pomocą instalacji artystycznej uniemożliwiła wystąpienie prawicowego polityka i puściła w świat przekaz „wszyscy uchodźcy mile widziani” (niestety bardzo aktualne 😦 ), drugie zaś było uroczą obyczajówką o decydującej dla pewnego związku wyprawie na kajaki… Tylko że świat wokół był mocno, hm, futurystyczny.

Podzieliłam się też ogólnym wrażeniem z lektury, które niestety nie jest do końca korzystne… Nie chcę tu nikogo zniechęcać do czytania, bo warto poczytać te antologie, chociażby dla różnorodności wizji przyszłości i pomysłów na społeczeństwa, czy też na rozwiązywanie problemów życia w świecie post-zmiany-klimatu. Ale kurczę, uczciwość nakazuje mi o tym wspomnieć: nie wszystkie z opowiadań w tych zbiorach czyta się tak samo dobrze. Najczęściej problem leżał w literze O z mojego pseudo-skrótu SOLAR. Z jakiegoś powodu to założenie optymizmu okazywało się często ciężkostrawne w realizacji. Tutaj zielony zbiorek wyróżniał się o tyle, że był stosunkowo mało optymistyczny i chyba przez to najlepiej mi się go czytało. Co ciekawe, to jedyny solarpunkowy zbiór z kolekcji World Weaver Press, który pochodzi spoza USA, konkretniej z Brazylii. To może mieć tu znaczenie. [Dygresja: według noty wydawniczej jest to również pierwsza solarpunkowa antologia, która w ogóle powstała na całym świecie].

Gdy wspomniałam o tym problemie optymizmu, zaczęła się ciekawa dyskusja na temat tego, jak w ogóle traktować optymizm w literaturze i jak on się ma do naszych oczekiwań odnośnie fabuł czy też akcji tekstów. Z jednej strony można uznać, że to autorzy nie umieją opisywać optymizmu tak, żeby był ciekawy, z drugiej może to my, jako czytelnicy, mamy już tak wyprane mózgi przez dramaty, dystopie, że jak widzimy skromną, optymistyczną opowieść, to nie umiemy jej docenić. Słuchacze słusznie zauważyli, że ludzie lubią przepracowywać lęki w fikcji, czego świadectwem są między innymi horrory. Ale czy na pewno nie przydałoby się tu trochę dywersyfikacji? Paweł przytoczył w tym miejscu wypowiedź Sareny Ulibarri — której nazwisko występuje dość często na pokazanych wyżej okładkach… I w sumie nic dziwnego, bo to redaktor naczelna wydawnictwa — o tym, że „trzeba tłumaczyć ludziom, że optymizm nie zakłada braku problemów tylko możliwość ich rozwiązania”. Podobno też bardzo dużo opowiadań, które spływają w ramach naborów do solarpunkowcyh antologii albo się dzieje w świecie równoległym, albo w „dalekiej, nieokreślonej przyszłości” (na tyle nieokreślonej, że ciężko jakkolwiek odnieść tamtejsze realia do naszych), albo zakładają wykorzystanie magii. No i wszystko fajnie, ale wtedy solarpunk odlatuje na poziomy abstrakcji i eskapizmu, które jednak nie są do końca zgodne z tym nurtem.

Paweł poczynił tu ciekawą uwagę, cytując Jeffa Gomeza, według którego Hollywood i popularne media za bardzo się skupiają na indywidualizmie i Campbellowskiej „drodze bohatera”. Nie żeby ten archetyp nie był wartościowy, ale jak jest powielany w kółko i na dokładkę z naciskiem na chorobliwy wręcz indywidualizm, no to skutki dla zbiorowej wyobraźni mogą nie być za ciekawe. Rozwiązaniem miałby tu być zwrot ku „podróży społeczności” i pokazaniu, jak funkcjonują większe grupy ludzkie. Ze swojej strony mogę dodać, że to właśnie jest najmocniejszy punkt Wydziedziczonych Le Guin: owszem, jest jeden głupi bohater, ale tak naprawdę stanowi on soczewkę dla dwóch różnych społeczeństw. I jest to naprawdę ciekawe!

Ludzie, którzy chcą podjąć wyzwanie napisania optymistycznej-ale-wciągającej fikcji futurystycznej i znają dobrze angielski, mają jeszcze dwa tygodnie by spróbować swoich sił w konkursie Extinction Rebellion – organizacji, której ideały są bardzo solarpunkowe. Przynajmniej w teorii i „z tego, co wiem”. Ekolodzy najwyraźniej też czują potrzebę snucia alternatywnych, dających nadzieję narracji, nie tylko w ramach bezpośredniego aktywizmu, ale też ćwiczenia wyobraźni.

Więcej informacji odnośnie naboru Extinction Rebellion można przeczytać tutaj: https://xrwordsmiths.wordpress.com/2021/07/01/xr-solarpunk-storytelling-showcase-now-open-for-entries/

I kolejny nabór, który znalazłam pisząc sprawozdanie: https://justinenortonkertson.medium.com/submissions-for-solarpunk-anthology-e4015346c1de

4. Solarpunk i sztuki wizualne

Przechodząc do tego punktu prezentacji uprzedziłam publiczność, że sztuki wizualne nie są moją pasją i w związku z tym nie mogę tu zaoferować pełnoprawnej krytyki… Ale mogę pokazać parę inspiracji i trendów krążących w solarpunkowych kręgach.

Zaczęłam od pokazania grafik z Tego Postu, Który Wszystko Zaczął:

Nie będę tłumaczyć całości, ale lista wizualnych inspiracji jest dość ciekawa: mieszają się w niej panele słoneczne i inne technologie odnawialne, szklarnie, witraże wytwarzające energię, Art Nouveau, zwrot ku rzemieślnictwu i zróżnicowaniu, który miałby być widoczny nie tylko w architekturze, ale również w modzie. Zaznaczę tutaj, że @missolivialouise wykonała tylko grafiki z postaciami, natomiast zdjęcia i obrazki przedstawiające miasta należą już do innych artystów. Najbardziej znany jest chyba ten z trzeciego rzędu, wykonany przez osobę o pseudonimie „Imperial Boy”. Szkoda trochę, że autor tak ładnej wizji jest równocześnie japońskim ksenofobem 😦 No ale cóż, wizualnie jego rysunki są inspiracją dla solarpunka, jak się przejrzy poświęcone tej tematyce blogi itp, to bardzo to widać.

Inną wizją solarpunka są utopijne miasta-ogrody przyszłości, jak ten z obrazka poniżej. Ktoś dowcipnie skomentował, że grafika Solar Ascension przypomina miasto z Jetsonów. Rzeczywistość Jetsonów była zdecydowanie mniej zielona (i bardzo biała, jeśli chodzi o społeczeństwo… w sumie to taka antyteza solarpunka trochę), ale poza tym całkiem się zgadzam.

Znalazłam też chwilę, by pokazać jedną naprawdę urokliwą ilustrację ze zbioru Sunvault, ale znowu… szanuję prawa autorskie, więc jednak nie skopiuję jej tutaj. Choć bardzo mnie kusi.

Jeśli chodzi zaś o „ruchome obrazki”, czyli o kino, no to niestety, duch solarpunka rzadko w nim występuje. Do chwalebnych wyjątków można zaliczyć część filmów z japońskiego Studia Ghibli. Najbardziej jednak z tym nurtem kojarzy mi się debiutancki obraz kultowego reżysera, Hayao Miyazakiego, który powstał jeszcze przed założeniem własnego studia. Mówię tutaj o filmie z 1984 roku, Nausicaä z Doliny Wiatru.

Pozornie film ten wydaje się bardzo odległy od naszej rzeczywistości, ale jak weźmiemy pod uwagę, że
a) prawdopodobnie dzieje się po wojnie jądrowej… A na pewno po wojnie drastycznej w skutkach;
b) większość lądu świata przedstawionego to Ugór – miejsce skrajnie toksyczne dla ludzi. Z innych powodów niż zmiana klimatu, ale wiecie, fantastyka;
c) ludzie walczą o przetrwanie i nawet tworzą pokojowe (no, przynajmniej niektóre są pokojowe) społeczności pomimo trudnych warunków;
to wychodzi z tego wizja podobna do tych tworzonych przez autorów i autorek opisanych przeze mnie wyżej antologii.

Na spotkaniu pozwoliłam sobie przedstawić parę ujęć z Nausikii z Doliny Wiatru, z dodatkowym komentarzem, dlaczego wydają mi się solarpunkowe.

Ta scena pokazuje zaradność, praktyczność i umiejętność wykorzystania różnych elementów, która zdecydowanie pasuje do solarpunka. Nausicaä zabiera część osłony oka z porzuconego pancerza Ōmu (wielkie robale, które w tym świecie są naturalnymi wrogami ludzi), by wykorzystać ją w swoim domu.

Tu z jednej strony widać duch badawczy bohaterki, z drugiej zaś solarpunkową pomysłowość jej społeczności – ceramiczna maska ma chronić przed trującymi zarodnikami. Jak wiemy, maski to często smutna konieczność…

Na samym końcu mamy zaś bardzo często powielaną w nurcie solarpunka wizję szklarni. Dla bohaterki filmu Miyazakiego pełni ona rolę badawczą. Nausicaä próbuje zrozumieć, czemu ugór jest tak toksyczny, a także szuka w nim roślin i istot, które potencjalnie mogłyby pomóc resztkom ludzkości. Osobiście dodam, że taka postawa badaczki zawsze mi imponowała i uważam film Miyazakiego za bardzo dobry model edukacyjny dla przyszłych pokoleń.

Warto tutaj wspomnieć, że film nie wyczerpuje całej głębi świata przedstawionego… Ale to nie szkodzi, bo w przerwie między tworzeniem kolejnych filmów Miyazaki rysował swoją „wersję reżyserską” tej historii w mandzie. Niestety po polsku nikt tego do tej pory nie wydał, ale przynajmniej można znaleźć wersję angielską. Sama wciąż się zbieram do zakupu, jakoś liczę, że w międzyczasie któreś z polskich wydawnictw podejmie to wyzwanie…

Coś w rodzaju uczciwości dziennikarskiej nakazuje mi jeszcze wspomnieć, że w takim popkulturowym podejściu do tematu często natrafiałam na wzmianki o filmie Czarna Pantera jako o możliwej inspiracji solarpunkowej. Nie chcę tutaj obrażać filmu, zresztą wiem, że dla wielu osób w USA jest on bardzo ważny… Ale mam wątpliwości, czy cokolwiek wyprodukowanego przez olbrzymią korporację (przykro mi, ale Disney to korpo i nie zapraszam do dyskusji) może być solarpunkowe. Jakoś wyczuwam oksymoron już w samych założeniach.

5. Solarpunk w prawdziwym świecie

Wszystko, o czym mówiłam do tej pory, można by w sumie zbyć, tak jak często ma to miejsce z fikcją. Zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę, że nurt ten powstał w Internecie (a ludzie uwielbiają lekceważyć rzeczy z Internetu). Dzięki temu z jednej strony jest dostępny dla wszystkich…Ale właśnie ci „wszyscy” to tak naprawdę dość wąskie grono, zwłaszcza poza krajami anglosaskimi. Jak się spojrzy na całość społeczeństwa we wszystkich grupach wiekowych, to nie każdy ma przecież umiejętności i chęci, by spędzać połowę życia w podpięciu do sieci. A w krajach takich jak Polska dodatkowo występuje jeszcze kwestia bariery językowej, która wciąż jest dość obecna.

(Między innymi dlatego fascynaci solapunka w Europie i Ameryce Łacińskiej przykładają dużą wagę do tego, by tworzyć rzeczy zakorzenione lokalnie i tłumaczyć inne rzeczy na języki ojczyste. Jednym z krajów, w których lokalny solarpunk rozwija się i kwitnie, są Włochy. Brazylia też ma coś do powiedzenia jako ojczysty kraj pierwszej solarpunkowej antologii).

Ale właśnie w idei solarpunku ciekawe jest to, że z potencjalnie nieistotnej ciekawostki dla artystów przeszła ona w całkiem nieoczekiwane kręgi. Co więcej, w ciągu ostatniego roku zauważyłam coraz więcej zainteresowania tym nurtem poza zamkniętymi kręgami fantastyki, fandomów, czy też artystów… Przesiąka on nawet do informacyjnego mainstreamu!

Poniżej zamieszczam dowody.

Dowód numer jeden, to artykuł na stronie BBC o tytule „Czym jest solarpunk i czy może pomóc zbawić planetę”. Można go przeczytać na stronie koncernu medialnego: https://www.bbc.com/news/business-57761297 Powiem tak: jak zobaczyłam ten artykuł, ucieszyłam się, że moja ulubiona filozofia zyska choć trochę rozgłosu… Ale w czasie lektury ten entuzjazm zmienił się w serię wzdychania. Nicola K. Smith próbuje w nim bowiem pożenić solarpunk z… zielonymi technologiami, i to tymi zarządzanymi przez wielkie firmy i korporacje. Zupełnie jakby w solarpunku nie było silnych tendencji anarchistycznych i jakby krytyka współczesnego kapitalizmu nie była jednym z jego założeń. (Na wypadek, gdyby to nie było dość jasne do tej pory, napiszę wprost: solarpunk krytykuje późny kapitalizm). Te osoby ze słuchaczy, które zapoznały się wcześniej z tym artykułem, zdecydowanie zareagowały na niego tak samo… Wyobraźcie sobie pół sali ciężkich westchnień 😀 I drugie pół, które też wzdycha po usłyszeniu streszczenia. W dodatku dowiedziałam się na spotkaniu, że pani Smith przeprowadziła wywiady z całkiem sporą ilością aktywistów, anarchistycznych osób tworzących i tak dalej… Ale nie uwzględniła ich w swoim tekście, bo nie pasowali do tezy.

No ręce opadają.

Ogólnie zaczęliśmy w dyskusji wkraczać na temat ryzyka komodyfikacji solarpunka jako kolejnego sposobu na wciśnięcie ludziom rzeczy pod pozorem ekologii i optymizmu. Dobrze się to zgrało z przygotowaną przeze mnie prezentacją, bo w następnej kolejności pokazałam to:

zdjęcie: Danijel Mihajlovic, CC BY-SA 4.0

Fotografia przedstawia Gardens By The Bay – park w Singapurze, który równocześnie jest znaną na cały świat atrakcją turystyczną. Jak się spojrzy na jego zdjęcia (pewnie jak się pojedzie osobiście, to też ale no, nie miałam okazji), to ciężko nie skojarzyć jego estetyki z solarpunkiem. Nic więc dziwnego zatem, że często jest wymieniany lub pokazywany na zdjęciach jako wizualna inspiracja tego nurtu. Ale hej, po pierwsze: wstęp do parku jest płatny i to słono. Po drugie: jak część słuchaczy zauważyła, projekt jest wątpliwy ze względu na historię Singapuru. Tutaj nie rozwinę, bo sama nie znam tego fragmentu historii aż tak dobrze, ale jak któraś z osób czytających coś kojarzy, to niech napisze.

Potencjalna dyskusja o orientalizmie, kolonializmie i Singapurze została bowiem przerwana pytaniem: „a czy widziałaś może tę reklamę japońskiego jogurtu?”. Jak potem sprawdziłam, ta konkretna firma mimo japońsko brzmiącej nazwy pochodzi z USA, ale TAK, WIDZIAŁAM REKLAMĘ JOGURTU. Którą oczywiście obejrzeliśmy na spotkaniu, na zmianę zachwycając się i wzdychając z irytacji.

Konsensus po wspólnym seansie był taki: „jaka ładna wizja, tylko kurde, czemu to reklama”.

Co ciekawe, Facebook ewidentnie mi zarekomendował tę reklamę ze względu na moje zainteresowanie solarpunkiem ORAZ Studiem Ghibli i muzyką, bo trafił do mnie post z opisem „jedyny taki projekt z muzyką Joe Hisashiego”! (Joe Hisashi to etatowy kompozytor do filmów Studia Ghibli). Nie był oznaczony jako reklama, więc pomyślałam, że to jakaś krótkometrażówka… Ale w pewnym momencie te pudełka z nazwą Chobani po prostu za bardzo wybijają się na pierwszy plan, jak w jakimś cholernym Truman Show.

Powyższe przykłady jasno wskazują na to, że istnieje spore ryzyko zawłaszczenia fragmentów solarpunku przez kapitalizm – przynajmniej jeśli chodzi o estetykę. I to jest coś, na co powinniśmy przy rozwijaniu tego nurtu bardzo uważać. Na szczęście jednak nie wszystkie inicjatywy solarpunkowe „w prawdziwym świecie” idą w tę stronę. W następnej kolejności, dla zrównoważenia niesmaku po jogurtach Chobani, pokazałam parę inicjatyw, na które natknęłam się w solarpunkowych kręgach.

Jedną z nich jest solarpunkowa akademia, która powstała w Norwegii, współpracuje z Koreą, realizuje projekt o Bezwarunkowym Dochodzie Podstawowym i prowadzi rezydencje dla artystów.

Więcej szczegółów tutaj: https://www.rjukansolarpunkacademy.com/solarpunks-in-residence (tylko uprzedzam, połowa podstron jest po norwesku)

Inną inicjatywą jest Solarpunk Institute ze Słowacji. W przeciwieństwie do norweskiego projektu, słowacki instytut jeszcze wydaje się pozostawać bardziej w sferze aktywizmu internetowego, aczkolwiek to się może zmienić + też nie wszystko zawsze widać w Internecie, prawda? Ale chciałam przedstawić tę inicjatywę, bo bardzo spodobał mi się ich manifest zintegrowanej natury. Jak widać, tutaj pojawia się nastawienie technologiczno/biologiczne, bardzo praktyczne.

https://www.solarpunk.institute/

I na sam koniec tego segmentu dodam, że jak zerkam sobie co jakiś czas na solarpunkową grupę na facebooku (wiem, oksymoron, ale jest taka), to tam dominuje właśnie takie praktyczne podejście: wyszukiwanie naukowych innowacji i nowinek, które mogą popchnąć świat w stronę solar + rady, jak zrobić permakulturę we własnym ogródku.

6. Solarpunk w Polsce

W mojej ocenie główną przeszkodą do rozpowszechnienia się solarpunku w Polsce jest bariera językowo-internetowa. Tak jak wspomniałam wyżej, tak naprawdę krąg ludzi regularnie spędzających czas w Sieci, zwłaszcza tej anglojęzycznej i… raczej alternatywnej, wcale nie jest aż tak szeroki. Dlatego też pomyślałam, że warto zebrać parę inspiracji i projektów solarpunkowych z naszego kraju: trochę po to, żeby się wspierać i nawzajem nagłaśniać, a trochę też, żeby móc w miarę szybko tłumaczyć ludziom o co chodzi. Z góry uprzedzam (i uprzedziłam też na spotkaniu): w tej sekcji znajdują się trochę rzeczy od sasa do lasa.

Zaczęłam od potencjalnie nieoczywistego skojarzenia, mianowicie: dla mnie symbolem solarpunku w architekturze i projektowaniu miejskim zawsze była Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, znana bardziej jako BUW. Wynika ono chyba stąd, że sama po raz pierwszy zetknęłam się z solarpunkiem od strony architektonicznej, w zbiorach zdjęć budynków z całego świata, udostępnianych na kultowej (dla niektórych) platformie tumblr.

(zdjęcia własne)

Od razu przyznam, że nie mam do końca pewności, czy BUW jest aż tak ekologiczny, jak wygląda. Ale sama idea połączenia biblioteki z zasilaniem słonecznym i ogrodem (również częściowo na dachu) jest… piękna. I w dodatku zrealizowana z pieniędzy miasta a nie korpo, i można tam wejść za darmo!

Jak wspomniałam o tych funduszach miejskich, jeden ze słuchaczy zgłosił zastrzeżenie, czy aby na pewno projekty finansowane z pieniędzy publicznych można uznać za solarpunkowe, skoro ten nurt jest taki antysystemowy. Trzeba przyznać, to jest dobre pytanie, sama go sobie jakoś wcześniej nie zadałam. Na spotkaniu odpowiedziałam, że to w sumie zależy trochę od tego, jak rozumie się cel solarpunku. Oczywiście, anarchistyczne odłamy będą dążyły do zupełnej zmiany organizacji świata, ale dążenie do reform oraz większego skupienia środków na ekologii i projektach skupionych na potrzebach mieszkańców też jest dobre i też może być celem, niezależnym od planowania rewolucji. Powiedziałam też, że ogólnie fundusze samorządowe i miejskie są bliżej tej idei decentralizacji i lokalności. W odpowiedzi padło stwierdzenie, że w sumie to samo można by powiedzieć o projektach korporacyjnych. Na co… już nie umiałam dobrze odpowiedzieć, poza ukazaniem generalnego sceptycyzmu. No bo NIBY MOŻNA. NIKT NIE ZABRANIA. Ale jakoś tak jednak korporacjom ufam w tych kwestiach jeszcze mniej niż władzom lokalnym czy państwowym. (Jeśli chodzi o zasadę ogólną, wiadomo, że zaufanie do władz też baaaardzo zależy od tego, kto ją sprawuje).

Z solarpunkiem w Polsce bardzo mi się też kojarzy miasteczko klimatyczne, które powstało na Jazdowie (oczywiście) w zeszłym roku we wrześniu w ramach akcji Extinction Rebellion. Pamiętam, jak się po nim włóczyłam po Marszu Kolorów i myślałam, że takie życie w parku, z wydarzeniami, dyskusjami, koncertami, ale też siłowanie się z problemami świata brzmi całkiem utopijnie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że co innego dwa dni, a co innego żyć tak cały czas, ale… Ze wszystkich alternatyw ta zdecydowanie nie jest najgorsza.

(zdjęcia własne)

Na sam koniec pokazałam parę polskich inicjatyw solarpunkowych z Polski, na które natrafiłam w ramach swojego zainteresowania tematem:

☀️ Solarpunk w zaroślach – https://www.facebook.com/Solarpunk-w-zaro%C5%9Blach-110151951119047 Autor tego bloga postanowił wyprowadzić się na wieś i zbudować sobie własny, solarpunkowy, jak najbardziej samowystarczalny i niezależny domek z przyległościami. Osobiście uważam ten projekt za bardzo ambitny, zwłaszcza, że trzeba tu rozwiązać wiele kwestii, które normalnie uważamy za oczywiste (ekhm, kanalizacja). Jedno tylko budzi moje wątpliwości: autor zdaje się wyznawać pogląd, że każdy powinien pójść taką samą drogą jak on, a przynajmniej, że tak by było dobrze dla planety. Tylko że… kurde, nie mamy miejsca, żeby 7 miliardów ludzi zbudowało sobie chatki na zaciszu. Nie ma tyle zacisza! A poza tym Ziemia potrzebuje trochę dzikości. Dlatego osobiście bardziej wolę solarpunk nakierowany na miasta. Co nie znaczy, że nie warto sobie poczytać, jak Solarpunk sobie radzi w zaroślach 🙂 I to w warunkach absolutnego DYI.
☀️ Ekofikcje – https://wordsmith.social/ekofikcje/ W sprawach climate fiction Błażej jest zdecydowanie bardziej obcykany ode mnie, więc śledzę jego bloga i fanpejdż, żeby zapełniać sobie listę „do przeczytania”.
☀️ Konkurs fikcji klimatycznej – https://solarpunk.edu.pl/ Konkurs zorganizowany przez Liceum Witkacego w Warszawie, z pomocą Pawła Ngei, promotora solarpunka. Jego celem jest wypchnięcie tego nurtu poza bańkę Internetu i zachęcenie młodych ludzi z różnych środowisk do kreatywnego myślenia o ekologicznym i klimatycznym aspekcie przyszłości. Liczę na to, że konkurs się rozwinie na większą ilość szkół. A tymczasem na stronie można przeczytać przetłumaczone z angielskiego „inspiracje” dla uczniów oraz zwycięskie opowiadania.

Na zakończenie: polecajki od słuchaczy

☀️ powieść solarpunkowa Game Changer Lx Beckett https://us.macmillan.com/books/9781250165244
☀️ inicjatywa radicalzz.network http://radicalzz.network/
☀️ inicjatywa minimal viable utopia mvu.pl
☀️ antologia starego science-fiction The Endless Frontier, która podobno porusza motywy optymistyczne i protosolarpunkowe https://www.goodreads.com/book/show/2597046-the-endless-frontier
☀️ projekt z „prawdziwego świata” http://www.makery.info/en/2015/06/30/gynepunk-les-sorcieres-cyborg-de-la-gynecologie-diy/
☀️ już po spotkaniu ukazał się też artykuł o solarpunku w Vice: https://www.vice.com/en/article/wx5aym/solarpunk-is-not-about-pretty-aesthetics-its-about-the-end-of-capitalism

I to już wszystko! Niby spotkanie trwało jedną godzinę, a spisywałam to DWA. TYGODNIE. Nawet nie wiedziałam, że aż tyle wątków poruszyliśmy 🙂 Mam nadzieję, że przytoczone tu rzeczy, definicje, rozkminy i cytaty się okażą dla was przydatne i inspirujące. Może dzięki temu wymyślimy wspólnie jakąś lepszą, solarpunkową przyszłość.

Jeśli ktoś by chciał coś zacytować z tej prezentacji, żaden problem, tylko bardzo proszę o podanie źródła :*

Jedna uwaga do wpisu “Wstęp do solarpunku (Solarpunk na Jazdowie, 22.08.2021)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s