RAPORT Z PRZESŁUCHANIA: BMTH „PH:SH”

(wyjaśnienia skrótów poniżej)

Ostatnie parę miesięcy pod względem muzycznym jest dla mnie dziwnych. Niby wychodzi dużo nowości, ale większość tak zupełnie koło mnie przepływa i nie rusza. Za to natknęłam się na album, po którym normalnie nie spodziewałabym się absolutnie niczego… No i co, najpierw trafił do mnie jako guilty pleasure, a potem zaczęłam w nim widzieć wiele rzeczy i ogólnie łazi mi ta muzyka po głowie bardziej niż powinna.

Co to BRING ME THE HORIZON robi z ludźmi, hehe.

Do tej pory moje ścieżki raczej się nie przecinały z tym zespołem, ale na początku roku narzeczony puścił mi single z najnowszej EP-ki zespołu, POST HUMAN: SURVIVAL HORROR (listopad 2020). Trochę się pośmieliśmy, że piosenka „Teardrop” jest ewidentnym fanfikiem do Linkin Park, ale już Parasite Eve nas zaintrygowało, bo jednak połączenie nu metalu, popowej elektroniki a la Grimes i męskiego wokalu naśladującego w refrenie Miley Cyrus i Rihannę… No, nie spodziewałam się tego po zespole znanym z metalcore’u.

Potem na głośniki wjechał „Kingslayer” z gościnnym udziałem Babymetal i, o rany! Wreszcie zrozumiałam, jakiego pozytywnego kopa może dać ludziom nostalgia. Energia tej piosenki bardzo przypomina openingi do anime (Death Note? Shingeki no Kyojin też trochę? Jakieś inne, których już nawet nie pamiętam?) i na jakimś poziomie, zakodowanym jeszcze w liceum, sprawia mi tyle radości, że po prostu nie umiem jej obiektywnie ocenić. Każdy jej fragment ze mną vibe’uje: ciężkie gitary, elektroniczne wstawki, darcie mordy Oliego Sykesa i słodkie japońskie głosiki. Dokładnie to pamiętam ze swoich licealnych lat i to właśnie sprawia, że w mózgu odpalają mi się radosne silniczki wspomagające. Nie jest to zbyt racjonalna reakcja, ale cóż, nie będę gasić w sobie tak miłej reakcji na muzykę. Z kolei piosenka kończąca EP-kę, z gościnnym wokalem Amy Lee i o zbyt długim tytule, bym go teraz zapamiętała, niesamowicie mi się kojarzy z endingami anime: jest taka „mroczna” i kiczowata, ale jednak odrobinę poruszająca 🙂

Nawet jeśli jednak odłożymy na bok radość z nostalgii – to będzie trudne dla wszystkich millenialsów wychowanych na nu metalu i anime, ale spróbujmy – to wciąż pozostaje nam zaskakująco dobry album. Muzycznie BMTH wchodzi w ten coraz popularniejszy nurt, który łączy metal i pop: rzeczy, które w teorii nie mają prawa działać razem, a jednak czasem działają. Jeśli zaś chodzi o teksty, Post Human: Survival Horror mocno idzie w lęki pandemiczne i ekologiczne. Wpływ pandemii mocno słychać na przykład w „Parasite Eve” i takich słowach jak: „Gdy zapomnimy o infekcji, czy zapamiętamy [płynącą z niej] lekcję?”. Swoją drogą, to jest bardzo aktualne pytanie, biorąc pod uwagę sytuację szczepionkową na świecie i to, jak szybko wszyscy zapominają o strachu i lockdownach. Z kolei „One Day the Only Butterflies Left Will Be in Your Chest as You March Towards Your Death” (o właśnie, taki był tytuł tej piosenki z Amy Lee) zadaje pytania w stylu „jak można wciąż wszystko pieprzyć, gdy za chwilę nie będzie odwrotu?”. Chyba się zgodzicie, że to dość oczywista aluzja do sytuacji klimatycznej… Zresztą cały ten utwór można interpretować jako dialog człowieka (Oli) z Ziemią (Amy Lee).

Umówmy się, to nie jest tak, że BMTH porusza tu jakieś filozoficzne czy egzystencjalne głębie. Ale jednak każde z pytań, sarkastycznych zaczepek wobec świata, czy nawet ogranych przez popkulturę smutków w stylu Teardrop przynajmniej raz nawiedziło moją głowę w przeciągu ostatnich parunastu miesięcy pandemii, a część z nich – ta zorientowana klimatycznie i ekologicznie – pojawiła się nawet wcześniej. Mam więc mocne poczucie „relatable”.

Jest w tym albumie coś jeszcze, o czym warto moim zdaniem wspomnieć. Ciężko mi to przypiąć do jednej piosenki, ale w całości EP-ki wyczuwam taką depresyjną hedonię: potrzebę sięgania non stop po przyjemne rzeczy i zalania nimi mózgu, by choć trochę odwrócić uwagę od lęków egzystencjalnych. Prawdę mówiąc, podobnych odczuć – niekoniecznie wynikających z odwołań do nostalgii, ale też wynikających z takiego kombinowania „jak uczynić ten absolutny pierdolnik znośnym” – spodziewałam się po Miss Anthropocene. Cóż, wtedy srodze się zawiodłam i chociaż na najnowszej płycie Grimes jest bardzo dużo depresyjnej hedonii, to jednak jeszcze więcej jest w niej zawiedzionych nadziei. A tymczasem, całkiem dla mnie niespodziewanie, Post Human: Survival Horror wyrasta z identycznych motywów i choć niewątpliwie nie przypadnie do gustu każdemu (jednak jest w niej dużo kiczu), to – przynajmniej dla mnie – tworzy dużo zgrabniejszą całość. Kiedy słyszę linijkę „annihilation never seemed so good” w wykonaniu Bring Me The Horizon, przemawia do mnie zdecydowanie bardziej. Może to tylko kwestia estetyki, a może BMTH po prostu… zrobiło to lepiej. Dajcie znać, co o tym sądzicie 😉

PS. Podobno ta EPK-ka ma mieć koncepcyjną kontynuację. Trzymam kciuki, będę słuchać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s