cyberpunkowy shitposting

(czyli chciałam zrobić krótką, zabawną wrzutkę z cytatami, a skończyło się spisaniem myśli, które nie zmieściły mi się w audycjach tematycznych*)

~~~~

Bruce Sterling otwiera swoje kultowe opowiadanie tak:

„FROM THE HILL north of the city, Rice saw eighteenth-century Salzburg spread out below him like a half-eaten lunch.”

William Gibson zaczyna swoją kultową powieść tak:

„The sky above the port was the color of television, tuned to a dead channel.”

A w latach 90. wchodzi Neal Stephenson, cały na bia… przepraszam, na czarno jak węgiel aktywny i pisze coś takiego:

„Pizzeador to kawaler świętego zakonu, członek elity ludzkości, arcyprzebiegła bestia. Właśnie przygotowuje się do trzeciej misji tego wieczoru. Jego uniform, czarny jak węgiel aktywny, wręcz odcedza światło z powietrza. Pocisk odbiłby się od splotu arachnowłókien jak strzyżyk od drzwi balkonowych, za to nadmiar potu przewiewa tkaninę na wylot jak rześka bryza świeżo przeorany napalmem las.”

Ja nie wiem, czy ta książka jest tak do końca na serio XD

Spoiler: raczej jest, ale przy okazji Neal totalnie robi sobie sam z siebie i z gatunku żarty.

~~~~

Swoją drogą, bardzo mi się podoba ta gatunkowa tendencja do mocnego rozpoczynania powieści. Niby stylem można się popisywać też i potem, ale jednak te początkowe zdania mają w sobie magię… Której cyberpunkowi autorzy zdają się być doskonale świadomi.

Trochę im zazdroszczę, bo ja zawsze największy problem mam z początkiem swoich tekstów.

~~~~

Wracając do „Śnieżycy”, bardzo podoba mi się w niej plastyczny i dokładny opis Stephensonowej wersji cyberprzestrzeni, czyli Metawersum. Czasami te opisy VR-ów są dla mnie nieprzystępne… prawdopodobnie przez przeskok technologiczny. Wówczas autorzy mieli ukształtowaną wyobraźnię technologią z lat 80., która z naszego punktu widzenia jest dość… no… dinozaurowa. I cięższa do zwizualizowania na podstawie samych słów. Przynajmniej ja to tak odczuwam jako osoba, która jednak pierwszy kontakt z komputerami miała już w dobie Windowsa, ikonek, kursorów i obrazków. A tymczasem Neal stworzył Metawersum jako cyfrowe miasto, tak jakby opisywał miejscówkę z jakiejś gry komputerowej. I to wciąż ma w XXI wieku wiele sensu. Może nawet więcej, niż gdy ta powieść była pisana 🙂 Sam Główny Koncept (nie będę zdradzać, bo spoilery) też jest ciekawy. Raczej nie należy do końca wierzyć w tę tezę, którą tam autor wymyślił, ale można się dowiedzieć trochę ciekawostek. Taka fajnie podana bzdura. Za to zawodzi seksizm, jak zwykle. Niby nie ma go AŻ TYLE, ale tym bardziej boli fakt, jak bardzo jest tak naprawdę niepotrzebny. No i [SPOILER] mam wątpliwości, czy przedstawianie seksu piętnastolatki z bad guyem na pewno było tym, co chciałam czytać… To znaczy, lepiej z bad guyem niż protagonistą… *Wink wink, główny bohater ma na nazwisko Protagonista. Nie żartuję.* Bad guya przynajmniej można tym bardziej nienawidzić za to, że podrywa piętnastolatkę. W sumie jak o tym myślę, to czuję głównie ulgę, że Stephenson nie uczynił tego motywu jeszcze gorszym – a mógł zabić postać, albo przedstawić gwałt… Ale i tak, ych, niepotrzebne. [KONIEC SPOILERA]

~~~~

Lista godnych polecenia cyberpunków według mnie. Znawczynią nie jestem i nie śmiałabym nawet tworzyć „Jedynej Słusznej, Skończonej Listy Arcydzieł Gatunku”, ale… coś tam się czytało i oglądało wcześniej, trochę się dodatkowo naczytało do audycji, no i jakoś tak wciąż mam sporo zebranych rzeczy, które konsumuję teraz… Więc się dzielę tym, co warto znać, a może nie znacie. I będę ją rozszerzać, jak mi się coś przypomni.

💜 Gra „Detroit Become Human”, która jest takim zaktualizowanym Blade Runnerem. Tylko koniecznie czytajcie czasopisma, by sobie rozwinąć lore! Wzmianki o klimacie są najbardziej wstrząsające.
💜 Serial „Years and Years” Russella T. Daviesa. Tak, już mi znajomi mówili, że to nie cyberpunk. Z całym szacunkiem się nie zgadzam, spełnia wszystkie cztery gatunkowe „C”. Co prawda… chyba już się trochę zdezaktualizował (wskazówka: nie bez powodu spieszyło mi się, żeby go obejrzeć przed wyborami w USA), ale myślę, że mimo to niewiele traci.
💜 Książka Pat Cadigan „Synners” // „Wgrzesznicy”. Wciąż klasyczny cyberpunk, ale ma tak poprzesuwane akcenty, że nie jest okrutnym „seksizmlandem”, jak to często bywa w tych powieściach. Uwaga na narrację, jest nieco rwana (zabieg celowy) i nawet dla mnie śledzenie jej po angielsku bywało dezorientujące. Polecam poszukać wersji polskiej, jeśli wiecie, że bariera językowa jest dla was problemem.
💜 Trylogia Ciągu Williama Gibsona. Cała, nie tylko „Neuromancer”. Serio, późniejsze części też warto.
💜 Antologia „Cyberpunk: Stories of Hardware, Software, Wetware, Evolution, and Revolution” pod redakcją Victorii Blake. Jest tu cały przekrój, od klasyków, aż po rzeczy zahaczające o solarpunk. I naprawdę, każde opowiadanie trzyma poziom, a to nie jest częste w antologiach.
💜 Film „A Scanner Darkly” na podstawie Philipa K. Dicka, protoplasty wszystkiego, co mroczne i boleśnie dobre (trochę przesadzam, ale niewiele). Dziwaczna forma – pomieszanie aktorstwa z nakładką animacyjną – bardzo pasuje do schizofrenicznej treści. Nie jest to na pewno film lekkostrawny, ale warto.
💜 Ja wiem, że wiele osób ma uraz do anime i mangi… Zwłaszcza, jeśli wcześniej mieliście nieszczęście wpaść na amerykańską adaptację… Ale serio serio serio, warto obejrzeć FILM „Ghost In The Shell” Mamoru Oshiiego. Co do mangi… Nie mam pewności, jest nieco zbyt przeżarta ejtisami. Fabularnie i stylistycznie. Ale film jest ponadczasowy.
💜 Zastanawiam się, czy polecić mangę „BLAME!”, ale za słabo ją pamiętam i muszę sobie przypomnieć. W każdym razie ta post-cyberpunkowa wizja na wpół opuszczonego, gargantuicznego MIASTA robiła wrażenie.

~~~~

Za to nie polecam „Akiry”, głównie dlatego, że ten film się zestarzał i już nie wygląda jak cyberpunk. Te dyskusje „co jest, a co nie jest danym gatunkiem” można toczyć w nieskończoność i zdaję sobie sprawę z ich nikłej przydatności dla kogokolwiek, ALE… W tym wypadku mam dość konkretny powód, dlaczego myślę tak a nie inaczej. Mianowicie jestem absolutnie przekonana, że w „Akirze” za cyberpunkowy klimat odpowiadają dwie rzeczy: atmosfera anarchii i przedstawienie Neo-Tokyo. Sęk w tym, że o ile widmo anarchii wciąż nad nami wisi – ale też samo w sobie nie jest wyłącznie cyberpunkowe – to Neo-Tokyo wcale nie jest żadną rewolucją i obecnie nie robi żadnego wrażenia. Ot, taka Jokohama.

O właśnie. Obczajcie sobie „Minato Mirai” w Google. Budowę tej dzielnicy Jokohamy – dość poetycko nazwanej „portem przyszłości” – rozpoczęto właśnie w latach 80. XX wieku. Konkretniej, nazwę wybrano w 1981 roku, a budowa ruszyła dwa lata później. Jestem pewna, że autor mangi (albo filmu) inspirowali się tym właśnie projektem. Fajnie to wygląda na żywo, faktycznie dość monumentalnie. Ale potem oglądam „Akirę” i mam takie… I to jest przyszłość? Ma mi imponować? No cóż, nie bardzo 😉 Okej, może w Polsce nie mamy aż tak wielkich szklanych klocków, ale okolice warszawskiego placu Grzybowskiego przy odpowiednim oświetleniu tez wyglądają bardzo cyber. Co tylko potwierdza zajechaną już do granic możliwości tezę, że „cyberpunk jest właśnie teraz”.

~~~~

Natomiast „Akira” wciąż jest niezłym body horrorem, to nie jest tak, że odmawiam temu filmowi wartości. Po prostu nie warto się nastawiać na to, czego tam za bardzo nie ma.

~~~~

Cyberpunkowa to jest Warszawa. Ale w taki tragikomiczny, post-PRLowski sposób. Top 3 nieoczekiwanych cyberpunkowych rzeczy w mojej okolicy, to:
1. Budka na blokowisku, w której kiedyś była chyba cukiernia albo kwiaciarnia, a teraz umieszczono bankomat bitcoinów.
2. Telewizorek wyświetlający reklamy tuż koło ciuchlandu. Lecą na nim spoty ekologiczne, kulturalne, katolickie i reklamy ciuchlandu.
3. Samochód datsun, który wygląda, jakby miał z 20 lat, bo ma spłaszczoną maskę jak mopsy mają spłaszczone pyszczki (pamiętacie tę modę?). Właściciel przefarbował go na metaliczno-niebiesko-fioletowo i dokleił mu pajączka nad tablicą rejestracyjną, by wyglądał bardziej cool. Jak go następnym razem gdzieś wyczaję, to mu zrobię zdjęcie, bo serio, tak uroczego maszkarona dawno nie widziałam.

~~~~

A w ogóle to ja już rzygam tym cyberpunkiem, w którym żyjemy. Chcę solarpunk 😦 Mam nadzieję, że się doczekam kiedyś.

______

* https://radiokapital.pl/shows/dancing-in-dystopia, odcinki 2 i 3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s