RAPORT Z PRZESŁUCHANIA: LUNATIC SOUL „THROUGH SHADED WOODS”

Ostatnio bardzo mało piszę o progresywnej muzyce tutaj. A na pewno mniej niż miałam to w planach. Co jednak poradzę, że większość tegorocznych premier nie do końca przypadła mi do gustu? Na szczęście najnowsze wydawnictwo od Lunatic Soul, „Through Shaded Woods” przełamało tę passę meh. To przełamanie zresztą widać już po grudniowych progowych utworach: świąteczne iamthemorning jest ❤ , nowy singiel Leprousa to ❤ ❤ ❤ , a już w styczniu czeka WILSON, AAA. Błagam, Wilsonie, nie zawiedź mnie, bo to będzie dla mnie rozczarowanie dekady. Dobra, ale wracając do tematu, chciałabym dzisiaj porozmawiać trochę o „Through Shaded Woods”. To jest nie tylko dobry muzycznie album, ale też ciekawy materiał do rozkmin. I chociaż niektóre z nich ciężko ubrać w słowa, to postaram się przekazać chociaż cień tego, co mi łazikuje po głowie w czasie jego słuchania.

Lirycznie „Through Shaded Woods” kojarzy mi się z klasycznym utworem The Cure, „A Forest”. Narrator wchodzi w las, poszukuje w nim widm z przeszłości, potyka się, błądzi… W ujęciu Mariusza ta podróż wydaje się jednak nieco mniej przytłaczająca. Zamiast absolutnego zagubienia mamy pogodzenie się ze sobą. Najogólniej można by ująć ten przekaz tak: w sumie pewnie z tej naszej wędrówki nie wyjdzie nic konkretnego, ale trzeba się starać. Bardzo to życiowe i bardzo w klimacie roku 2020.

Charakter tej wędrówki ładnie odbija się w powracających motywach muzycznych. Kilka z nich – charakterystyczna melodia z „Navvie” czy też riff z „The Passage” – pojawia się dosłownie co parę minut. Takie zdanie może brzmieć… odstraszająco, ale nie chodzi mi tutaj o wymęczone powtarzanie paru akordów w kółko. Odbieram to raczej w kategoriach cykliczności i ciągłości, co bardzo pasuje zarówno do warstwy lirycznej jak i do wyraźnego folkowego zacięcia albumu. Co więcej, te motywy zmieniają się odrobinę przy każdym powtórzeniu, tak więc na nudę nie ma raczej szans. Mariusz nazywa to w swoich postach optymizmem… NO CÓŻ, nie wiem, chyba nie do końca rozumiem to słowo w ten sposób 🙂 Ale owszem, wyczuwam w tym albumie potrzebę stawienia czoła życiu jako takiemu. Tutaj nasuwają mi się angielskie słowa „resilience” i „defiance”, po polsku jakoś nie umiem znaleźć odpowiedników, które miałyby to samo brzmienie… No dobra, niech będzie „opór”. Jakoś ostatnio te rebelianckie słowa się mnie mocno trzymają.

Jeśli chodzi o folkowe inspiracje… No cóż, Mariusz nie ukrywał, że tym razem chciał nagrać album właśnie w takim klimacie. Dla mnie folk jest stosunkowo trudnym terytorium, bałam się więc o to, czy ta płyta mi się spodoba. Od razu zepsuję napięcie i powiem: spodobała mi się. Głównie dlatego, że oprócz nordyckich i wiedźmińskich motywów jest tu bardzo dużo rocka a la Riverside. Gitara elektryczna, o ile wiem[1], nie została wykorzystana na tym albumie… tym bardziej się zastanawiam, skąd się tu wzięły te mięsiste riffy. Czyżby bas piccolo, zaangażowany w roli gitary? A może jeszcze jakaś inna muzyczna sztuczka? Nie wiem, ale ogólny kształt tego brzmienia jest dla mnie przyjemny.

Najbardziej jednak zachwyciły mnie wstawki elektroniczne, które co jakiś czas rozbijają ten konstrukt wiedźmin-rocka. Na przykład w piosence „Through Shaded Woods” wchodzi niesamowity efekt glitchu na wokalu… Niby zupełnie nie pasuje do warstwy melodycznej, a jednak hipnotyzuje, jakbym słuchała ducha.[2] A w „Summoning Dance” – jedna z moich ulubionych kompozycji – cała sekcja instrumentalna obraca się wokół „elektronicznej logiki” (pożyczyłam to sformułowanie od Stevena Wilsona). W pewnym momencie nie wiedziałam już wręcz, czy mam sobie wyobrażać dosłowną wędrówkę przez las, czy też raczej… przebijanie się przez tłum w jakimś klubie, przez las ciał 😉 Ten kontrast wywołuje może pewien rozpad tej wizji puszczy i zagubienia, ale dodaje jej też trochę takiego psychodelicznego, thrillerowego zabarwienia. Coś pięknego.

I ten fragment tekstu z mostka…
„they made you believe it’s okay
forced you to stand still
stop moving
to vegetate
but you always wanted to dance
you always wanted to dance
you always wanted to dance”
Odczuwam to na poziomie niemal komórkowym.

Osobny temat stanowi drugi krążek z edycji specjalnej. Tutaj już mamy muzyczną jazdę bez trzymanki. Tym razem jednak ta jazda skręca w bardziej, hm, tradycyjne rejony dla rocka. Suita „Transition II” wyraźnie pochodzi raczej z domeny Pink Floyd niż sali klubowej, zwłaszcza od fragmentu z kalimbą (bardzo pięknego, kocham ten instrument)… Aczkolwiek dla tanecznej muzyki też się znalazło w tej kompozycji parę minut i oczywiście od razu stały się moim ulubionym fragmentem utworu. Kocham progowe wygibasy, ale jeszcze bardziej kocham, kiedy sama się mogę do nich gibać.

Tak przy okazji, bo rozmyślanie o tym utworze coś mi przypomniało: chciałabym podzielić się z wami pewną refleksją dotyczącą całej twórczości Lunatic Soul i Riverside. Nie wiem, na ile jest to uniwersalna obserwacja, a na ile moja obsesja do wyszukiwania wzorów, ale od paru albumów mam coraz mocniejsze poczucie przenikania się tych dwóch projektów. Okej, mini-album „Under the Fragmented Sky” był dość oczywistą kontynuacją/uzupełnieniem „Fractured”. Ale echa tych dwóch płyt było słychać również w „Wasteland”. Posłuchajcie „Blood on a Tightened Rope” LP, a potem solówki z tytułowego utworu najnowszego Riverside’a. No to chyba nie może być przypadek, prawda? A w „Through Shaded Woods” odbija się już wszystko, cała twórczość Mariusza. Jestem niemal pewna, że wychwyciłam parę melodii z „Love, Fear and Time Machine”. Wraca też „Wasteland”, tym razem w konstrukcji i brzmieniu „podstawowych riffów” albumu. Najwięcej tych nawiązań jest właśnie w „Transition II”… Tekst tego utworu to cytat z debiutu Riverside, konkretnie z piosenki „The Final Truth”. A suita kończy się wokalizą z „He-av-en” i nawiązaniem perkusyjnym do mojego ukochanego „Blood on the Tightrope”.

Echa, echa ech, powroty… Wiadomo, mam z tego dużą radość jako muzyczny (i nie tylko) nerd, po prostu kocham easter eggi. Ale wydaje mi się, że tutaj chodzi o coś więcej. Mam poczucie, że powroty stanowią tu główny klucz do interpretacji albumu. To, jak radzimy sobie z przeszłością, i czy jej wspomnienia nas męczą, czy też przeciwnie – inspirują do dalszej wędrówki przez życie. Nie mam pewności, czy moje rozumienie albumu jest zgodne z założeniami Mariusza (jakoś przegapiłam niemal wszystkie live’y i wywiady na temat „Through Shaded Woods”, przepraszam!), ale nawet jeśli wyszło mu to tak „niechcący”, to cóż. Wtedy to byłby przypadek, gdy autor niechcący stworzył całkiem potężne przesłanie 🙂

______________

[1] Przynajmniej taką informację zapamiętałam z jakichś materiałów promocyjnych, ale… Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić.
[2] Swoją drogą to zdumiewające, jak technologia kształtuje naszą wyobraźnię. W XIX wieku duchy były opisywane jako dym, czy też para… W XXI wieku natomiast sięgamy po metafory elektroniczne i holograficzne. Niby ten sam zamiar, a efekt zupełnie inny.

Jedna uwaga do wpisu “RAPORT Z PRZESŁUCHANIA: LUNATIC SOUL „THROUGH SHADED WOODS”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s