JAKA PIĘKNA APOKALIPSA… PYRALE // MOTH, reż. Roxanne Gaucherand, 2020

Wyobraźcie sobie, że za sprawą jakiegoś wehikułu czasu – TARDIS czy jakiegokolwiek innego – przenieśliście się do lata 2016 roku do Prowansji. Jakie obrazy przychodzą wam teraz na myśl? Wakacje? Idylliczne krajobrazy? Sielski spokój? Stare, dobre czasy?

Wszystkie odpowiedzi, które zasugerowałam powyżej, są błędne. Tego lata bowiem południe Francji po raz pierwszy nawiedził niespodziewany wróg: ćma bukszpanowa. Na pierwszy rzut oka ciężko wziąć tego owada za złoczyńcę. Mały i połyskliwy, wygląda całkiem… ładnie. Nie można jednak dać się zwieść urokowi tej ćmy. Jest ona bowiem gatunkiem inwazyjnym i w Europie rozmnaża się przez żadnych przeszkód, by potem przetaczać się istnymi falami przez setki hektarów i siać spustoszenie w nowym, nieprzygotowanym na ich obecność ekosystemie.

Właśnie ta inwazja stanowi tło dla filmu Roxanne Gaucherand, Pyrale (tytuł międzynarodowy: Moth). Fabularyzowany dokument skupia się na przeżyciach dwóch nastolatek. Lou przyjeżdża na prowansalską wieś do swoich dziadków i odnawia kontakt z przyjaciółką z dzieciństwa, Sam. Szybko jednak orientuje się, że obecnie czuje do niej coś więcej. Romantyczne napięcie pomiędzy dziewczynami narasta wraz z aktywnością ciem. Przeczucie nadciągającej katastrofy jest niemal namacalne… Pytanie brzmi jednak, co właściwie ulegnie zagładzie? Uczucie nastolatki czy też otaczający ją świat?

Na pewnym poziomie można by zinterpretować film jako portret dorastania. Znajdują się w nim właściwie wszystkie fabularne elementy typowego obrazu coming of age. Estetyka również jest odpowiednia dla tego gatunku: pomimo niewątpliwie katastroficznych wątków Pyrale jest po prostu… przepiękny. Sposób kadrowania przypomina nieco styl Sofii Coppoli, a poszczególne ujęcia są tak piękne, że aż ma się ochotę przerobić je na GIF-y i wrzucić na tumblra. Osobiście miałam też poczucie, że równoległe prowadzenie wątku apokalipsy ciem z uczuciowym sugeruje metaforyczne odczytanie inwazji owadów jako metafory wewnętrznego konfliktu Lou.

Są jednak w filmie elementy, które zdecydowanie zaprzeczają wszelkim idealistycznym próbom odczytania. Najważniejszym z nich jest muzyka, przypominająca raczej ścieżkę dźwiękową do Silent Hilla niż francuskie lato. Poza tym fragmenty dokumentalne Pyrale zajmują niemal tyle samo czasu, co skupiona na nastolatkach oś fabularna. I w tych właśnie fragmentach reżyserka szykuje przestrzeń dla stopniowo rodzącej się w widzach grozy. Należy bowiem pamiętać, że ćmy bukszpanowe nie stanowią wyłącznie elementu oniryczno-fantastycznego klimatu stworzonego przez Gaucherand. To jak najbardziej prawdziwe zagrożenie. Nawet pobieżne googlowanie pokazuje, jak bardzo naruszony został krajobraz Francji przez te niewinnie wyglądające motylki. I chociaż w filmie skala zniszczeń została nieco wyolbrzymiona (z jednej strony wcale nie aż tak bardzo, z drugiej zaś – na tyle, by zyskać łatkę science-fiction), wiele obrazów zostało bezpośrednio zaczerpniętych z autentycznych wydarzeń, co można naprawdę łatwo prześledzić.

Gdy ogląda się film z taką świadomością, nagle jego percepcja zupełnie się zmienia. Ciężko strząsnąć z siebie wrażenie, że w sumie oglądamy świat autentycznie skazany na zagładę. Nawet opanowanie inwazji ciem bowiem nie cofnie zniszczeń krajobrazu, który w sprzyjających warunkach odrastałby latami. A biorąc pod uwagę zmiany klimatyczne… Cóż, warunki zbyt sprzyjające nie są.

Jak jednak widać w filmie, dla bohaterek uczucia i problemy dorastania są tak samo ważne, a może nawet ważniejsze niż problemy ekosystemowe. Na pewno znajdą się widzowie, którzy uznają to za dowód na egoizm i braki wiedzy najmłodszego pokolenia, bla bla bla. Ja jednak odbieram to w inny sposób. Ten kontrast pomiędzy globalnym przeczuciem zagłady a osobistymi, jakże kruchymi zwycięstwami i porażkami wydaje mi się niesamowicie dojmujący i tragicznie piękny. Przede wszystkim zaś wydaje mi się proroczy. Czy to przez ćmy, czy przez inny kryzys antropocentryczny, takich sytuacji będzie coraz więcej. I coraz więcej ludzkich historii będzie się rozgrywało w cieniu czegoś większego i bardziej przerażającego od nich samych.

Ale czyż to nie jest właśnie piękne, że nawet w najgorszych momentach wciąż czujemy potrzebę miłości, zabawy i życia?

~~~~
Film był pokazywany w Polsce w ramach CamerImage 2020 (w ogóle w tym roku było tam wiele ciekawych dokumentów). Polecam zapamiętać tytuł i po prostu obejrzeć, jak będziecie mieli okazję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s