⚡ROZKMINY ABORCYJNE ⚡

Jest coś, o czym muszę napisać w sprawie aborcji, bo się uduszę. Prawdę mówiąc, narastało to we mnie przez ładnych parę lat, przy każdym tekście „a bo to jest temat zastępczy” albo „ale trzeba szanować odmienne opinie”. Co wyszło z tematów zastępczych i szanowania to wszyscy widzimy, natomiast teraz chcę napisać, dlaczego NIGDY nie uważałam tego za temat zastępczy. Może ktoś wysnuje z tego jakieś wnioski na przyszłość, nie wiem ¯\_(ツ)_/¯

Mam takie wrażenie, że jeszcze do niedawna w Polsce bardzo rozpowszechnione było przekonanie o niepodważalnej świętości życia poczętego. Nie w gronie feministycznym czy też, szerzej mówiąc „lewackim”, ale na pewno kojarzycie ten dyskurs, że aborcja to zawsze tragedia albo przynajmniej trudny wybór. A jak jakaś kobieta odważyła się publicznie wyrazić inne zdanie to uuuuuu, świętokradztwo, brak szacunku dla życia, poparcie wycofane[1]. Pierwszy Czarny Protest też był zresztą krytykowany za to, że część organizatorek domagała się aborcji na życzenie, a nie wyłącznie utrzymania kompromisu. Nawet teraz odzywają się takie głosy… na szczęście dużo mniej, ale jednak.

A co jeśli wam powiem, że ta „świętość życia poczętego” to jest naprawdę dość nowy wynalazek? I nigdy nie miał na celu uświęcania życia?

„Jak wynika z licznych zapisów, kobiety w wiekach średnich miały dostęp do wielu środków antykoncepcyjnych składających się głównie z ziół, które po przetworzeniu na napoje i ‘pessaria’ (czopki) były wykorzystywane do przyspieszenia okresu kobiety[*], wywołania poronienia lub doprowadzenia do bezpłodności”, pisze Silvia Federici w „Caliban and the Witch”. Kościół wprawdzie nigdy nie był specjalnie chętny do popierania tych praktyk, ale też specjalnie nie interweniował w te kwestie, podobnie zresztą jak instytucje sprawujące władzę prawną, czyli królestwa, hrabstwa, miasta i ten cały radosny kociołek przed-narodowy. Mało tego, niektórzy klerycy bardzo interesowali się tematem aborcji i robili badania na temat środków poronnych. Oprócz Hildegardy z Bingen warto tutaj wymienić Piotra Hiszpańskiego (XIII wiek) i jego dzieło Thesaurus Pauperum czyli „Skarb biednych”[2], w którym wśród leków znalazło się wiele środków wczesnoporonnych. Tak tylko dodam: całkiem sporo badaczy uważa, że Piotr Hiszpański i papież Jan XXI to jedna i ta sama osoba.

Według Federici zaczęło się to zmieniać w XVI i XVII wieku, kiedy to całą Europę ogarnęło „fanatyczne dążenie do zwiększenia populacji” w związku z przemianami społecznymi (reorganizacja stosunków pracy i wynikła z tego potrzeba większej ilości „siły roboczej”). Wówczas to państwa zaczęły narzucać odgórne regulacje przeciwko antykoncepcji, aborcji i dzieciobójstwom. Na przykład, królewski edykt wydany w 1556 roku we Francji zobowiązywała kobiety do rejestrowania każdej ciąży i nakazywało wyroki śmierci dla każdej matki, której dziecko zmarło przed chrztem, niezależnie od tego, czy jej udowodniono zabójstwo czy nie. Regulacje te nie ograniczały się jednak do wpływania bezpośrednio na ciężarne. Walczono również z instytucją położnych. We Francji i Niemczech każda położna, która chciała zachować prawo do wykonywania zawodu, musiała zgodzić się na szpiegowanie dla państwa: zgłaszać ciąże, identyfikować ojców nieślubnych dzieci i badać kobiety podejrzewane o rodzenie w tajemnicy czy aborcje.[3]

Okej, dla wielu osób Silvia Federici nie jest specjalnym autorytetem, łączy bowiem swoją wiedzę historyczną z marksizmem i zasadniczo łączy proces utraty praw reprodukcyjnych z przemianami przedkapitalistycznymi. A wiecie, marksizm jest ZUY i w ogóle nie należy się powoływać na tego typu argumenty w poważnych dyskusjach 😉 Ale kurczę, podobne informacje można znaleźć nawet w amerykańskich podręcznikach do tamtejszego WOS-u. Aborcja w Stanach jest rzeczą „tak starą, jak sama Republika” i prawdę mówiąc, nikogo nie obchodziła oprócz samych zainteresowanych… Przynajmniej przed tak zwanym „quickening”, czyli pierwszym ruchem płodu w brzuchu matki. Panowało takie przekonanie – podzielane zresztą przez sporo środowisk kościelnych, zarówno katolickich jak i protestanckich – że dopiero przy pierwszym ruchu płód otrzymuje duszę. I o ile późniejsza aborcja była religijnie potępiana, to w USA przed tym quickening uznawano „a rób, jak uważasz, kobieto”. Tak było aż do XIX wieku, gdy ruchy „przeciw obsceniczności”, które wyrosły w okolicach lat 70. XIX wieku, połączyły siły w formującą się wówczas profesją lekarzy medyków (w takim współczesnym rozumieniu) reprezentowanych przez utworzone w 1847 roku American Medical Association[4]. Stopniowo kampanie przyniosły skutek i stan po stanie aborcja została zakazana/znacząco ograniczona w całym USA aż do Roe vs Wade (1973)[5]. Nie wiem, jak to było z przeciwnikami obsceniczności (podejrzewam zwykłą bigoterię), ale lekarzom wcale nie chodziło wtedy o dobro kobiet czy też świętość życia. Po prostu AMA uprawiało lobbying, żeby móc zarabiać na wszystkich aspektach lecznictwa, co w przypadku kobiet oznaczało – ten motyw się powtarza – przejęcie kontroli nad prokreacją z rąk położnych oraz samych zainteresowanych.

Przytaczam te wszystkie fakty nie po to, żeby się chwalić wiedzą czy dzielić ciekawostkami – chociaż to są ciekawe rzeczy – tylko po to, by pokazać wam pewne wzory, które w pewnym momencie nawarstwiania się edukacji po prostu zaczynają być widoczne. Po pierwsze, życie poczęte nie jest wartością absolutną i nigdy tak naprawdę nią nie było. A raczej było na tyle, na ile opłacało się to instytucjom wpływającym na życie ludzi: czy to kościelnym czy państwowym. Po drugie: za regulacją płodności zawsze idzie jakiś interes. Ale nie mówię tutaj o HURR DURR TEMAT ZASTĘPCZY. Wręcz przeciwnie: kontrola nad rozrodczością jest sprawą potężną i jak widać po historycznych przykładach, różne grupy interesów bardzo chcą ją mieć z różnych powodów. Niby to jest oczywiste… Ale. Do tej pory dla wielu moich znajomych nie było, co znakomicie widziałam pod każdym aborcyjnym shitstormem na moim prywatnym facebooku (swojego czasu było ich… dużo). Obecnie widzę, że u części osób to myślenie nieco się zmienia i że ta zmiana obejmuje nie tylko kwestie rozrodczości, ale też – wstecznie – inne kwestie, takie jak protesty LGBT.

Na koniec chciałabym się zwrócić do wszystkich osób, które myślą „wspieram kobiety, ale nie jestem za aborcją na życzenie/nie popieram protestów w kościołach/coś jeszcze mnie uwiera”. Drogie osoby, rozumiem wasz dyskomfort. Doświadczałam go i doświadczam nadal w wielu różnych kwestiach światopoglądowych, społecznych. Ale spróbujcie o tym pomyśleć w ten sposób: bardzo duża część tego kim jesteście, co myślicie i w co wierzycie to efekt działania różnego rodzaju propagandy, opinii i nacisków otaczających was środowisk (Althusser nazwałby to „ideologią”, ale na razie nie używajmy tego słowa, bo pamięć o tym, jak zarżnięto je w czasie kampanii prezydenckiej wciąż jest zbyt świeża). No a że w Polsce od roku 1993 – a według niektórych źródeł nawet wcześniej, nie mam dość wiedzy, by to zweryfikować – klimat w sprawie aborcji jest taki, jak pisałam na początku, przekazanie pewnych założeń i wrażliwości było nieuniknione. Na szczęście jednak nie jesteście swoimi środowiskami. Nie jesteście nawet do końca swoimi wrażliwościami. Owszem, te rzeczy mają na was duży wpływ, ale możecie się mu świadomie przeciwstawić, jeśli tylko uznacie, że warto. Ja tylko chcę was namówić, byście sobie odpowiedzieli na pytanie: czy teraz warto? I dać wam trochę argumentów ze strefy mojej wrażliwości.

Która jest absolutnie pro-choice, nie zamierzam udawać, że nie.

___________

[*] Takie pytanie do osób bezpośrednio zainteresowanych: jak zapatrujecie się na używanie języka inkluzywnego w kontekście historycznym? Z jednej strony wolałabym pisać o „osobach z macicą”, albo ująć to inaczej, ładniej, ale wydaje mi się, że wtedy może powstać pewien rozdźwięk między tym, co faktycznie jest napisane w cytowanych przeze mnie źródłach a tym, co ja piszę… Zwłaszcza w momencie, gdy sięgamy do XVI, XVII, XIX wieków. Po prostu nie chcę, żeby mi wyszedł anachronizm, wiecie? Ale jak to zrobić i jednocześnie być inkluzywną? Będę wdzięczna za sugestie, jeśli je macie.[1]http://codziennikfeministyczny.pl/natalia-broniarczyk…/ i komentarze
[2] https://www.bibliotekacyfrowa.pl/dlibra/publication/32099 Ciekawostka: znakomita większość kwiatów rozdawanych w „Hamlecie” przez Ofelię przed jej samobójstwem to właśnie zioła wczesnoporonne, co niektórzy badacze literaccy interpretują jako znak, że Ofelia była w ciąży z Hamletem. Trochę mnie wkurza (oczywiście dużo mniej niż obecne ważne rzeczy, ale tak się podzielę przy okazji), że kulturowo ta wiedza została wymazana na wiele lat i nie jest powszechnie dostępna. Co jeszcze w starej literaturze przegapiamy, bo czasy się zmieniły, a pewna wiedza została uznana za… idk, niepoprawną politycznie?
[3] http://lubimyczytac.pl/…/caliban-and-the-witch-women… Osobiście mam mocne skojarzenia z instytucją Ciotek z książek Atwood o Gilead, ale to w sumie offtop. Albo pomysł na jakiś artykuł na przyszłość
[4] https://www.researchgate.net/…/292887850_Contemporary… str. 33, 36-37, 43. W ogóle jeśli ktoś chce, to mam na dysku krótką pracę zaliczeniową o dyskursie aborcji w USA. Taka popierdółka, ale może stanowić wprowadzenie do tematu dla kogoś, kto nigdy się tym specjalnie nie interesował.
[5] W niektórych stanach zezwalano na coś w stylu „kompromisu aborcyjnego”, ale zawsze aborcję musiał zatwierdzić lekarz.

~~~~

Okej, rozpisałam się terapeutycznie… Strasznie dużo znaków, wiem. Ale biorąc pod uwagę zapowiadane na dziś blokady miast… A nuż wam się zachce coś poczytać stojąc w korkach, he he.

~~~~

Ilustracyjnie dorzucam świetną audycję z Radia Kapitał (nie moją, jak coś, żeby nie było, że zbieram creditsy za cudzą pracę). Chciałam zrobić playlistę piosenek pro-choice, i może nawet to zrobię, ale powiem wam, że po wstępnym researchu tematu… Trochę mi opadły witki. Nawet nie wiedziałam, ILE JEST PIOSENEK O ABORCJI, a większość z nich odnosi się do tematu bardzo negatywnie. Nawet Type O Negative nagrało piosenkę anti-choice, a ja jej słuchałam nie zwracając uwagi na tekst ;_; Serce się łamie, serio. Ale cóż, to tylko potwierdza moje słowa o tym, że domyślnie dorastamy w propagandzie antyaborcyjnej i że zdecydowanie warto takie dorastanie weryfikować krytycznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s