Koncerty w czasach zarazy… (provided by YouTube)

Inspiracją do stworzenia tej listy jest – a jakże – nasz kochany wirus z Wuhan. Nie ukrywam, trochę się boję pandemii, jak chyba każdy, kto czyta wiadomości. Z drugiej strony jednak mam naturę raczej ekstrawertyczną i wieści o zamknięciu wszystkiego, co fajne w kraju od razu wywołały w mojej głowie wizje rodem ze Lśnienia. Nie ma konferencji, nie ma koncertów, nawet kina zamknięte. I zewsząd przestrogi „Tylko brońcie bogowie nie wychodzić z domu! To nie wakacje!”. A jeszcze na dodatek idzie wiosna, a tu każą siedzieć w domu jak w klatce…

AAAAAAAAAAA!

W ramach rozpaczliwego doszukiwania się dobrych stron tej sytuacji pomyślałam o tym, że YouTube aż trzeszczy w szwach od koncertów, których nigdy nikt nie ma czasu obejrzeć a byłoby fajnie. Co prawda za tą myślą od razu idzie cień Simona Reynoldsa, który w swojej książce Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością dość krytycznie wyrażał się o tym zjawisku. Dla niego był to kolejny przejaw przerostu przeszłości nad teraźniejszością. Bowiem nawet ten ułamek koncertów i innych wydarzeń, który został nagrany i umieszczony w Internecie wciąż stanowi OLBRZYMI zbiór danych. Można się w nim zagubić na całe dni, ale komu by się chciało? Ta obfitość wyboru, argumentuje Reynolds, sprawia, że nie jesteśmy w stanie się na niczym porządnie skupić. Nagrywamy koncerty, do których nigdy nie wrócimy, a nawet jeśli, to obejrzymy pięć minut, zanim obietnica innych archiwaliów odciągnie naszą uwagę.

Ale cóż, teraz mamy taki dziwny moment historii, kiedy teraźniejszość została odgórnie anulowana (przez walkę z wirusem). Raczej więc nie stracimy zbyt wiele, jeśli pozwolimy sobie na trochę nurkowania w morzu danych. A przy okazji poćwiczyć też trochę skupienie i skorzystać z uwolnionego czasu, by obejrzeć koncert w całości. Nie jest to łatwe, sama próbowałam nie raz obejrzeć linkowane poniżej koncerty i ZAWSZE coś mi przerywało. Ale tym razem może się uda choć jeden dokończyć 🙂

Poniższa lista z pewnością nie stanowi skończonego zbioru. Skupiłam się na wyszukaniu rzeczy, które mają w miarę dobrze nagrany obraz i dźwięk (miejmy szacunek dla swoich oczu i uszu), oraz które z różnych powodów wydały mi się wyjątkowe. Jeśli macie jakieś inne propozycje, dzielcie się w komentarzach.

BjöRk: Biophilia Live (2014)

Zamieszczony powyżej koncert odbył się trzeciego września 2013 roku w londyńskim Alexandra Palace. Poprzez pieczołowicie dobrane efekty wizualne, specyficzne ustawienie okrągłej scena na środku sali tak, by publiczność otaczała ją ze wszystkich stron oraz stworzenie specjalnych instrumentów na potrzeby trasy (wśród nich znalazła się między innymi muzyczny transformator Tesli, gamelesta, czy Sharpsichord) Björk chciała rozwinąć koncept albumu, który wykraczał poza sferę samego muzycznego nagrania. Reżyserzy materiału, Nick Fenton i Peter Strickland stawali na głowie, by jak najlepiej oddać charakter tych wyjątkowych koncertów i w moim odczuciu wyszło im to bardzo dobrze. Żałuję, że nie było mi dane doświadczyć tego osobiście, ale… Tak, to DVD daje całkiem niezły obraz występów z tej trasy i pozwala głębiej wgryźć się w koncept Biophilii. Bardzo polecam.

PS. Jako że ten koncert nie został udostępniony przez Björk, radziłabym go szybko obejrzeć, zanim zniknie. A potem kupić oryginalny egzemplarz: klik!

Nine Inch Nails: 2006 Radio Performances with Peter Murphy [HD]

Dwudziestego trzeciego czerwca 2006 roku Trent Reznor, Peter Murphy, TAK, TEN PETER MURPHY, Atticus Ross i Jeordie White zagrali przecudowny mini-koncert dla bostońskiego radia WBCN. Ciężko to nazwać wprawdzie pełnym koncertem, ich set objął zaledwie cztery piosenki, ale kurczę, jak one są wykonane! Czysta perfekcja, instrumentalna i wokalna. Trent Reznor brzmi na żywo tak samo, jak na nagraniach studyjnych, a co do Petera… Mam szczerą nadzieję, że nie stracił formy od tamtego czasu i zaprezentuje podobny groove „jestem stary i co mi zrobicie, i tak jestem cool” w Warszawie. Zakładając, że nikt tego koncertu nie odwoła (ani mi się ważcie!!!). Co najważniejsze, wszyscy muzycy się tu znakomicie uzupełniają i tworzą razem niesamowitą, intymną atmosferę. Strasznie chciałabym się kiedyś znaleźć na takim mini-koncercie, założę się, że powietrze tam aż kipiało od kreatywności.

Jeśli cztery piosenki od tego kwartetu to dla was zdecydowanie za mało, to mam dobre wieści! Koncert dla WBCN był jednym z czterech wspólnych radiowych występów Trenta, Petera i spółki (bardzo dużo czwórek jest w tym akapicie). Każdego wieczoru panowie grali inne utwory. Wśród nich znalazły się m.in. „Bela Lugosi’s Dead” i covery Joy Division. Wszystkich występów można posłuchać tutaj: klik!

Emilie Autumn The Key Tour 2009 (Antwerpia)

Wiem, że wielu moich znajomych z fandomu nie miało okazji obejrzeć występu Emilie na żywo. Najczęściej z banalnych powodów typu brak informacji o koncercie albo brak pieniędzy/pozwolenia rodziców na wyjazd do Warszawy (proszę się tak nie patrzeć, to się zdarzało i wciąż zdarza, gdy ma się te naście lat). I raczej już jej nie zobaczą, bo Emilie nie koncertuje od sześciu lat… Jedyne, co im zostało, to nagrania ze starych występów.

Powiem szczerze: nie byłam pewna, czy wstawiać tutaj ten konkretny koncert, z wielu różnych powodów. Jednym z nich są kwestie techniczne. Niby to nagranie miało trafić na koncertowe DVD, ale szczerze mówiąc, chyba lepiej, że tak się nie stało. Dźwiękowcy w pewnym momencie dali ciała, przez co dwa kawałki w środku występu brzmią jak orkiestra wiertarek. Z kolei kamerzyści nie przewidzieli, że fani nie dadzą im kręcić w spokoju i zasłonią im jedną z trzech kamer. Pozostałe dwie… cóż, nieźle oddają widok z pierwszego rzędu 😀 Ale mimo wszystkich niedoskonałości ekipa Krisa Van de Sande’a robiła, co mogła i nagrała cały dwuipółgodzinny występ dla przyszłych pokoleń. Naprawdę szanuję włożony w to wysiłek i fajnie, że ten materiał ujrzał światło dzienne.

Druga, poważniejsza wątpliwość, dotyczy już samego koncertu. A raczej występu, bo samego koncertowania rozumianego jako odtwarzanie muzyki za pomocą instrumentów przed publicznością jest tu mało. Zamiast tego Emilie z ekipą tancerek-performerek (znaną w fandomie jako The Bloody Crumpets) postanowiła odegrać muzyczno-burleskowy spektakl, w którym piosenki mieszają się ze skeczami i pogaduszkami. Czasami to bywa zabawne, ale czasami… Przyznam szczerze: byłam zaskoczona, jak wiele z tych skeczy wpada w tony uznawane dziś za niepoprawne politycznie. Żarty z chorób psychicznych, żarty z alkoholizmu, granie na seksapil, ostentacyjne podteksty lesbijskie… O rety. Mam wrażenie, że na koncertach, które ja widziałam (2012 i 2013 rok) te elementy były już mocno spiłowane. Przypuszczam też, że częściowo taki a nie inny humor można wytłumaczyć konwencją burleski czy też tym, że te 10 lat temu wszelkiego rodzaju wątki nieheteronormatywne wydawały się dużo bardziej transgresyjne i wyzwalające… Nie wiem, nie znam się. Powiem tak: ten humor wydaje mi się dziś trochę przyciężki i nie zawsze trafny, czasem wręcz żenujący, ale może coś przegapiam.

Mimo tych zastrzeżeń postanowiłam jednak podzielić się tym koncertem. Dla fanów byłych i obecnych na pewno będzie to ciekawy materiał. A ja jestem pod wrażeniem wysiłku, jaki Emilie z ekipą włożyły w całą scenografię. Te kostiumy, te akcesoria, stoliczki, filiżanki, wstążki, cekiny… A do tego jeszcze dochodzi performans: tańce, szczudła, hula hop, taniec w powietrzu! Wszystko robione własnym sumptem, co z pewnością nie mogło być łatwe dla alternatywnej artystki. Naprawdę szanuję stojącą za tym wyobraźnię i chęć stworzenia czegoś niezwykłego.

Dead Can Dance, Coachella 2013

Niewielu rzeczy żałuję, jeśli chodzi o koncerty. Ale jednym z moich największych żali jest fakt, że nigdy nie widziałam Dead Can Dance na żywo. A byli w Warszawie tyle razy… Ale nie, zawsze jakoś przegapiałam okazje. No cóż, następnym razem już nie odpuszczę. A na razie pozostaje mi tylko pocieszanie się nagraniami, ech.

Wybrałam występ z Coachelli ze względów technicznych: to chyba najlepiej nagrany koncert tego projektu na YouTube. A psucie niską jakością doświadczenia, jakim jest słuchanie Lisy Gerrard, to ciężki muzyczny grzech.

Leprous – Live At Rockefeller Music Hall (2016)

No tak… Na mojej liście nie mogło zabraknąć istnych bestii scenicznych, jakimi są panowie z Leprousa. Nikt nie obiecywał, że będzie obiektywnie! Ale cóż, podobnie jak koncerty, które widziałam na własne oczy, ten występ jest po prostu perfekcyjny. Po prostu. Włączcie i sami zobaczcie.

Koncert zarejestrowany w Oslo odbył się w 2016 roku, jeszcze przed wydaniem moich ulubionych płyt: Maliny i Pitfalls. Dla mnie więc stanowi pewnego rodzaju ciekawostkę i przypomina o wielu kawałkach, których jakoś nie słuchałam zbyt często. Natomiast dla „starych fanów” zapewne ten set zabrzmi bardzo nostalgicznie. I super.

Drobna uwaga: na playliście YT zebrałam nagrania z DVD, które udało mi się znaleźć, ale cóż, jest tam tylko połowa setu. Dlatego też postanowiłam uzupełnić zestaw linkiem do całości koncertu na Spotify. Ale i tak zachęcam do kupienia DVD, chociażby dla materiałów bonusowych 🙂

Jedna uwaga do wpisu “Koncerty w czasach zarazy… (provided by YouTube)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s